tel.: +48 886 135 684
e-mail: wildwillow.ogrody@gmail.com
Kontakt:
województwo pomorskie
886-135-684
wildwillow.ogrody@gmail.com
Moja przygoda z roślinami w teorii zaczęła się 17 lat temu — wraz ze studiami ogrodniczymi na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. W praktyce jednak wszystko zaczęło się dużo wcześniej: jako dziecko wycinałam kwiatki z katalogów ogrodnika z Austrii, które prenumerowała moja babcia i prowadziłam hodowlę kaktusów na parapecie. Co prawda wtedy planowałam zostać pisarką, ale z roślinami szybciej znalazłam wspólny język.
Na studiach złapałam ogrodniczego bakcyla — dokładnie w momencie, gdy zaliczyłam dendrologię i mogłam przestać płakać przy rozpoznawaniu roślin nagozalążkowych (po ludzku, iglaków). I tak już poszło.
Po studiach cztery lata zdobywałam cenne doświadczenie w Centrum Ogrodniczym Kwiaton we Wrocławiu, gdzie przeszłam drogę od rozsad selera i pora po stanowisko najbardziej wyszczekanej specjalistki na szkółce roślin. Następnie przeprowadziłam się do Gdańska i przez cztery lata pracowałam w Ogrodach Justyny, poznając lokalny rynek i ogrodników, z którymi warto (lub zdecydowanie nie warto) współpracować.
Przez kolejne dwa lata piastowałam zabawnie brzmiące stanowisko Mistrza Ogrodnika w Gdańskich Wodach — gdzie zajmowałam planowaniem nasadzeń w ogrodach deszczowych, opiniowaniem nowych projektów oraz nadzorami przy sadzeniu i pielęgnacji zieleni w mieście. Kiedy jednak kawa przestała działać, a tryb urzędniczy zaczął szkodzić mojemu żołądkowi, przeszłam na swoje.
Rok temu spełniłam długo odkładane marzenie i zostałam certyfikowanym dendrologiem po ukończeniu kursu w Polskiej Szkole Dendrologii i Arborystyki. Nareszczie mam papier na to że wiem, czym różni się metasekwoja od cypryśnika :)
Jestem przyrodnikiem - więc bazą projektu są u mnie rośliny,
nie jacuzzi czy betonowe rzeźby.
Dobieram rośliny do warunków środowiska, nie odwrotnie. Nie uznaję kompromisów, gdy wiem że coś nie ma racji bytu.
Przed projektowaniem badam glebę - bo mam świadomość, że "ziemia lekko kwaśna" w warunkach miejskich to jeden wielki mit.
Wybieram odmiany dostępne od ręki w lokalnych szkółkach, a nie te istniejące tylko w holenderskich katalogach.
Unikam inwazyjnych i potencjalnie szkodliwych gatunków obcych.
Stawiam na długo ozdobne gatunki bylin, drzew i krzewów– te, które wiosną startują najwcześniej i są atrakcyjne do późnej jesieni.
Zimą też się musi dziać - dlatego gatunki zimozielone przeplatam drzewami i krzewami o ozdobnych pędach.
Dbam o bioróżnorodność – moje projekty to nie pięć gatunków na krzyż, a cały łańcuch pokarmowy dla lokalnej fauny.
W miarę potrzeb dobieram rośliny bezpieczne dla dzieci czy zwierząt domowych, aby każdy mógł eksplorować ogród bez zagrożeń.
Nie powielam wyświechtanych i niedziałających schematów typu iglak-hortensja-lawenda czy hortensja-lawenda-trawa.
I tak, to prawda - nie projektuję tuj!